Teatr nieciekawy?
Dawno temu, gdy teatr dopiero powstawał, był on centrum życia społecznego. Początkowo wędrowne trupy aktorów grały w miasteczkach, między domami z balkonami, które to także wykorzystywano do swoich sztuk. Stąd mamy taki a nie inny wygląd teatru. Sztuki skierowane były do prostego odbiorcy, miały bawić, śmieszyć, ale też uczyć. Na spektakle przychodziła masa wiernych wielbicieli, ale aktorzy mieli bardzo niski status społeczny w piramidzie klasowej. Dlaczego teatr przyciągał tak wiele ludzi? Po pierwsze dlatego, że nie było telewizji, internetu i innych ośrodków rozrywki, po drugie był to spontaniczny ruch, tak bardzo blisko związany z tym szarym zapracowanym człowiekiem. Gdy teatr stał się instytucją, jego status się podniósł, bo dziś związany jest z kulturą wysoką, a nie niską, ale niestety stracił wielu odbiorców. Dzisiejsze sztuki nie nawiązują do tego, co dzieje się teraz. W niektórych teatrach gra się ciągle spektakle stare, nie dbając o rozwój i aktualność poruszanych tematów.
Początki teatru mają głęboko sięgające korzenie. Wszystko zaczęło się już w antycznej Grecji, kiedy to czczono boga wina, Dionizosa. Wtedy to przebierano się w przebranie kozła upodabniającego owego Dionizosa i dawano początek przedstawieniom scenicznym. Początkowo były to barwne korowody, gdzie każdy się malował i wędrował w pochodzie odgrywając swoje role, lub tańcząc. Dopiero po jakimś czasie powstała idea aktora, osoby wcielającej się w rolę innego człowieka oraz samego recytowania wczesnej napisanych kwestii. Same przedstawienie przeniosły się poza miasta. Publiczność zasiadała na wzgórzu, a scenę ustawiano w dolinie, tak, by wszyscy mogło dokładne widzieć, co tez dzieje się na scenie.W teatrze klasycznym na scenie mogło występować tylko trzech aktorów - nie mniej, nie więcej. Nie mogły grac kobiety. Kobiece role odgrywali młodzi mężczyźni, jeszcze bez zarostu. Taka forma teatru przetrwała aż do czasów szekspirowskich. Dopiero Anglik zmienił obraz przedstawień teatralnych.
Istnieje kilka ciekawych nowych wersji obu sztuk, ale są jak stare odgrzewane kotlety. Lepiej wybrać się na coś nowszego, np. "Mayday". Jest to przezabawny spektakl o taksówkarzu - bigamiście. Jest to komedia, która wyciska łzy radości z naszych oczu. Wystarczy pójść samemu i przekonać się, że są sztuki, przez których cały czas trwania można się nieustannie śmiać.